Asfalt skończył się kilkaset metrów przed dnem kanionu. Ponad rzeką wznosił się tam naturalny, skalny most, przy którym wybijały gorące źródła.
W miejscu tym rozbiliśmy obozowisko, by rankiem ruszyć do Tatewa krętymi, szutrowo-kamienistymi serpentynami.
dodatkowe zdjęcia z trasy: