11,0/23 pkt.: Remigiusz-11
Na nocleg, standardowo dla tej wyprawy, dojechałem późno w nocy. Po drodze zaliczyłem nieudane poszukiwanie miejscówki na polu za kępą drzew. Wyspa była ostatnim miejscem, gdzie nocleg musiałem znaleźć. Nie chciałem nocą przejechać przez miasto, bo liczyłem na zrobienie w nim porannych zakupów. Czas pokazał, że najpierw zwijanie noclegu, a potem poranne zakupy przeciągnęły mi się aż do godziny dwunastej. Trudno się w tej sytuacji dziwić, że kolejną nockę też musiałem spędzić częściowo w siodełku. Nocleg na wyspie miał kilka zalet. Był w miejscu dość odludnym, dzięki czemu rano zdecydowałem się na wyczekiwaną kąpiel przy namiocie. Od samego rana świeciło słońce, więc i kąpiel była przyjemna i namiot zdołał wyschnąć po nocy. Jedyną, ale poważną wadą, było błoto zalegające na drodze dojazdowej do miejscówki. Oblepiłem nim cały rower i buty i dopiero w którymś następnym mieście zdołałem to wszystko spłukać przy parkowym hydrancie.