Licznik wskazywał jednak, że jesteśmy dopiero w połowie drogi do stacji turbin. Okazało się, że naturalne ukształtowanie ściany kanionu sprawiło, że po środku przeprawy tunel był przerwany na jakieś sto metrów, a woda płynęła w tym miejscu kanałem. Miejsce to było kompletnie niedostępne w inny sposób, niż tunelem. Miało w sobie coś niepokojącego i wciągającego zarazem. Ale prawdziwy rarytas czekał na nas dopiero na końcu.