11,1/23 pkt.: Justyna-10, Remigiusz-5, Natalia-10, Ewa-9, Michał-10, Magda-14, Monika-16, Tomek-12, Ala-14
Nocleg nad Jeziorem Kapetanovo typowałem na nr 1 na tej wyprawie, co obwieściłem ekipie jeszcze przed wyjazdem z Polski. Miał być widok o zachodzie słońca i generalnie sielankowa atmosfera. Pierwsze wątpliwości odnośnie nieskazitelnej wyjątkowości tego miejsca pojawiły się w momencie, gdy pędzone wzdłuż brzegu stado bydła i owiec srało na potęgę wprost do rzeki wypływającej z jeziora. A warto wiedzieć, że nie dalej, jak dwie godziny wcześniej mieliśmy piknik nad rzeką. Ja myłem tam twarz, a Tomek nabierał wody na herbatę. I w sumie nie było wiadomo, czy cieszyć się, że najpierw nabieraliśmy wodę, a potem dopiero bydło srało, czy jednak smucić się, że pewnie srało nie po raz pierwszy. Ktoś próbował jeszcze ratować sytuację, zwracając uwagę, że to nie ta rzeka, ale ktoś inny pozbawił nas złudzeń słusznie zauważajac, że stad bydła też jest tu pewnie więcej, niż jedno. Prawdziwe emocje dopadły nas jednak nad ranem. Leżący na wznak obudzili się z namiotami przylegającymi do twarzy. Ponieważ byłem jednym z nich, kolejne dwie godziny spędziłem w narożniku namiotu, podpierając plecami najbardziej wyeksponowany na wiatr pałąk. Gdy straciło to sens, zarządziliśmy odwrót. Pewnie się domyślacie, że doprowadzenie do zwinięcia namiotu, bez jego uprzedniego odfrunięcia, należało do wyzwań trudnych i wymagało pomocy wielu osób. Smagani wodą, podrywaną przez wiatr z tafli jeziora, czmychnęliśmy do baraku z napisem Kafe Bar, choć naszym zdaniem właściwsza byłaby nazwa WARS.