13,2/23 pkt.: Justyna-14, Remigiusz-12, Przemek-15, Ewa-13, Michał-12
Nocleg w Saint Georges de Luzençon miał posiadać jedną zasadniczą cechę. Jego lokalizacja musiała być bliska do lokalnej stacji kolejowej, z której nazajutrz o jakiejś dzikiej porze przed świtem zaplanowaliśmy pociąg w kierunku Carcassonne. Wybór padł na zespół boisk na skraju miasteczka i okazał się strzałem w tak zwaną dziesiątkę. Pierwszy i ostatni raz na tej wyprawie mogliśmy rozbijać namioty bez wybierania różnego kalibru fantów z podłoża. Rozkładając majdan pod uwagę wzięliśmy jedynie fakt, że jeden z narożników boiska oświetlała latarnia, więc tam zjedliśmy kolację, a na nocleg udaliśmy się w ten nieoświetlony narożnik. No i muszę jeszcze wspomnieć o takim szczególe, że łazienki przy boisku były otwarte, co oczywiście nie uszło naszej uwadze i okoliczność tą wykorzystaliśmy do woli.