Przejazd przez płaskowyż kończył bardzo długi odcinek gravelowy. Łącznie przez dwa dni, na dystansie 105 km, mieliśmy jedynie 8 km asfaltu. Kiepska jakość nawierzchni spowodowała, że generalnie przetrzepało nam tyłki i mieliśmy dość. Gdy po ładnych kilku godzinach włóczenia się po płaskowyżu, dotarliśmy wreszcie do jakiejś cywilizacji, Karpiu wykonał gest pojednania ze swoją preferowaną nawierzchnią drogową.
Autorem zdjęcia jest Tomasz Widuchowski.