Po kilkunastu kilometrach niespiesznej jazdy, zaparkowaliśmy z Karpiem w restauracji zlokalizowanej przy węźle szlaków turystycznych. Gdy kończyliśmy konsumpcję pojawił się Lider. Wyglądał na nieco rozczarowanego faktem, że jego wypad do sklepu zakończył się fiaskiem, ale jak już wspominałem, wszystko było pozamykane z powodu niedzieli. Dodatkowo okazało się, że w mieście było aż 35°C w cieniu. W górach były 32°C, ale wszyscy żyliśmy nadzieją na załamanie pogody, które miało nadejść dnia następnego.