Piszę to wszystko o Karpiu, bo jak się pewnie domyślacie, po dotarciu na umówione miejsce spotkania, Karpia nie zastaliśmy, zasięgu dalej nie było, powietrze z dętki Lidera dalej uchodziło ze świstem, ja dalej nie miałem połowy namiotu, a wokół zapanowała noc.