Gdy byliśmy przed Peñíscolą, z gór na wybrzeże zaczęły schodzić gwałtowne burze. Jakoś tam między nimi lawirowaliśmy, ale w końcu i nas dopadło. Byliśmy wówczas na obwodnicy jakiegoś kurortu, ale gwałtowność burzy nie dała nam wyboru i schroniliśmy się w sklepie meblowym. Po niecałej godzinie zlewy ruszyliśmy dalej, śledząc na telefonie transmisję z ćwierćfinału siatkarskiego Polska-Słowenia.