Spotkanie z Szymkiem K.

apu_bsct_foto_36.jpg

Obkupiony w różne rodzaje dętek, Lider nie mógł nawet przypuszczać, jak istotne będzie to miało znaczenie w procesie eksploracji hiszpańskiego gravela przez szeroko pojęte polskie środowisko rowerowe. Otóż jadąc spokojnie szosą w kierunku Pozo Alcón, dostrzegliśmy wyraźnie zmarnowanego gościa prowadzącego rower po ścieżce rowerowej. Na pierwszy rzut oka było widać, że drzemie w nim wielki potencjał, ale z jakiegoś powodu nie może go aktywować. Powodem było nic innego, jak kapeć w przednim kole. Po wymianie kurtuazyjnych pozdrowień w językach uznawanych za powszechnie zrozumiałe, gość przeszedł do rzeczy, pytając po polsku, czy jesteśmy Polakami? Takiego obrotu sprawy się zupełnie nie spodziewaliśmy, więc odpowiedzieliśmy, że tak. Ten wówczas kontynuował, czy nie mamy przypadkiem dętek na tak zwane zbycie? Jeszcze kilkanaście godzin wcześniej poczulibyśmy się nieładnie sprowokowani takim pytaniem i atmosfera mogła być nieprzyjemna. Ale nie teraz. Z nieukrywaną dumą Lider wyliczył, ile dętek z zaworem Presta posiada, a na koniec dodał, co było już przesadnym triumfalizmem, że jak był w Bazie, to kazał sobie zalać opony mleczkiem. Wówczas gość zaczął wyjaśniać bardziej szczegółowo swoją trudną sytuację, a ja tymczasem nabierałem coraz więcej podejrzeń, z kim mamy do czynienia? Zapytałem więc naszego rozmówcę o nazwisko, bo wcześniej już przedstawił się jako Szymon. Gdy padło coś na K, wiedziałem już, że najpewniej przyjdzie nam udzielić wsparcia zasłużonemu fachowcowi, który jeździł na gravel jeszcze zanim go wynaleziono. Otóż przynajmniej przez dekadę lub półtorej, zdjęcia podpisane jako "szymek k." były podstawowym źródłem informacji o największym albańskim zadupiu. Klikając na dowolne zdjęcie w Google Maps, zlokalizowane w albańskim interiorze, można było mieć pewność, że w trzech przypadkach na cztery autorem będzie "szymek k.", przy czym w dwóch przypadkach na trzy zdjęcie będzie przedstawiało drogę, po której nie chciałbyś jechać. A Szymek K. tam właśnie jeździł i robił zdjęcia innym ku przestrodze.
Po sprawnej wymianie dętki, podjechaliśmy z Szymkiem do Pozo Alcón, tam zrobiliśmy zakupy, uścisnęliśmy dłonie i życzyliśmy sobie dalszych sukcesów na hiszpańskiej ziemi i nie tylko tam.