Jedni jeżdżą na ryby, inni na grzyby, my pojechaliśmy "na panoramy". I chociaż moje pierwotne sugestie wskazywały na Norwegię, jako najlepszy cel takiej podróży, Grzegorz szybko te plany zweryfikował. Gdy usłyszałem, ze zamiast w Norwegii, mamy wylądować w Anglii, byłem bliski płaczu. W tym momencie do akcji wkroczył Grzegorz, całkowicie przejmując organizację rajdu. Dawno już nie miałem tak znikomego udziału w przygotowaniach. Zresztą nie byłbym w stanie, bo pojęcie "Anglia" nie rodziło we mnie zupełnie żadnych skojarzeń o charakterze podróżniczo-krajobrazowym. Powiem więcej, mentalnie nie zdołałem się przekonać do tego wyjazdu. Zdałem się na Grzegorza i pełen obaw oczekiwałem sądnego dnia startu. Grzegorz tymczasem zarządził, że nasz wyjazd będzie nosił charakter warsztatów fotograficzno-rowerowych. On będzie odpowiadał za część fotograficzną, ja za rowerową. Jak się następnie okazało, praktycznym wymiarem tego stwierdzenia, było wyznaczenie mnie do sprawowania wyłącznej opieki nad wspólną częścią naszego sprzętu. Mówiąc prościej dostałem 10 kg extra na bagażnik. Grzegorz zabrał za to 3 dodatkowe karty pamięci do aparatu. Podział ten był rzekomo merytorycznie uzasadniony, wobec czego moje niemerytoryczne protesty nie miały żadnych szans na pozytywne rozpatrzenie. |